Suzanne Strempek Shea
Print this page

Shelf Life

Przeglad Polski (The Polish Daily News)

By Grazyna Kozaczka
May 7, 2004

Jak powrocic do codziennej rzeczywistosci po samobojczej smierci ukochanej osoby czy tez po wlasnych zmaganiach z potencjalnie smiertelna choroba? Jak odzyskac optymizm, radosc i wole zycia, gdy nasz caly swiat legl w gruzach? Odpowiedzi na te skomplikowane pytania poszukuja dwie znane polonijne autorki, Suzanne Strempek Shea i Leslie Pietrzyk, w swych najnowszych, choc bardzo roznych ksiazkach.

Suzanne Strempek Shea znana czytelnikom jako autorka czterech arcyciekawych powiesci osadzonych w realiach malomiasteczkowego srodowiska polonijnego - Selling the Lite of Heaven, Hoopi Shoopi Donna, Lily of the Valley i Around Again, oraz pamietnika Songs from a Lead-Lined Room, przedstawiajacego jej walke z rakiem piersi, jest swego rodzaju ewenementem na amerykanskim rynku ksiegarskim. Jej utwory sprzedaja sie dobrze, gdyz oprocz polonijnego tla poruszaja tematyke bliska wspolczesnym kobietom nie tylko polskiego pochodzenia. W biezacym roku az dwie jej pozycje ukaza sie na polkach ksiegarskich, a pierwsza z nich, Shelf Life (Boston: Beacon Press, 2004, 20 dol.), juz jest do nabycia. Druga, Becoming Finola, spodziewana jest w lipcu.

Shelf Life to interesujaca ksiazka z pogranicza wspomnien, autobiografii czy tez eseju literackiego, bedaca kronika roku pracy autorki w ksiegarni w Springfield, Massachusetts. (Od niedawna amerykanska krytyka literacka okresla teksty tego typu mianem creative non-fiction.) Te kilka godzin, ktore Strempek Shea spedza dwa razy w tygodniu w ksiegarni porzadkujac ksiazki, organizujac wystawy czy spotkania z autorami, a takze obslugujac klientow, nie tylko staje sie wymarzona terapia powoli wyprowadzajaca ja z depresji wywolanej diagnoza i leczeniem raka, ale takze odnawia jej kontakt z ludzmi, od ktorych odsunela sie w chorobie.

Czytajac Shelf Life, mozemy podgladac zycie pisarki (oczywiscie na tyle, na ile ona sama nam na to zezwala), w ktore wkraczaja coraz nowe postaci wspolpracownikow, entuzjastow, klientow czy tez osob zwiazanych z rynkiem wydawniczym. W efekcie stajemy sie swiadkami poszukiwan autorki pragnacej odnalezc wlasna tozsamosc, tak bardzo zachwiana przez chorobe. Suzanne chce odszukac siebie, sprzed diagnozy, sprzed choroby. Czy to mozliwe? Chyba nie - tak jak niemozliwy jest powrot do dzieciecej niewinnosci czy mlodzienczej wiary w niezniszczalnosc wlasnego ciala. Lecz mozliwe jest ponowne zanurzenie sie w nurcie zycia i czerpanie radosci nawet z blahostek.

Suzanne Strempek Shea odnajduje radosc w przyjazni Janet Edwards, wlascicielki Edwards Books w Springfield, ktora z wielkim talentem prowadzi ksiegarnie, prawdziwa, pelna zycia oaze w obumierajacym centrum miasta. Wszystkie pracownice sklepu, na czele z matka Janet, Flo, objawiaja wielka milosc do ksiazek, maja roznorodne zainteresowania, nieograniczona ciekawosc i zyczliwosc dla ludzi. A klienci sa rozni. Dla wielu ksiegarnia to kolo ratunkowe, ktore pomoze zrozumiec, a moze i uratuje. Wzruszajaco opisuje ludzi zagubionych, niepewnych, przestraszonych, ktorzy dzieki ksiazkom chca (tak jak i ona) odzyskac spokoj wewnetrzny, wzglednie uratowac malzenstwo, zrozumiec chorobe czy tez rozpoznac sens swego zycia.

Wsrod sympatycznych portrecikow klientow Edwards Books spotykamy przystojnego pilota pragnacego ponownie rozniecic plomien milosci malzenskiej; niesmialego mlodego mezczyzne, dla ktorego rozmowa z kobieta, nawet ukochana, staje sie paralizujacym przezyciem.

Strempek Shea nie ma watpliwosci, ze ksiegarz z prawdziwego zdarzenia to ktos nie tylko zywiacy milosc do literatury i dysponujacy wszechstronna wiedza, ale rowniez znajomoscia psychologii; ktos laczacy w sobie cechy psychoanalityka i duchownego.

Dla samej autorki ratunkiem staje sie obcowanie z ksiazkami - tymi kochanymi od dziecinstwa oraz calkiem nowymi, o ktorych jeszcze nie wiadomo, czy przetrwaja probe czasu. A moze znajda sie na stole przecen czy tez zostana zamienione na makulature. Ciekawie wykorzystuje podwojny punkt widzenia: przedstawia losy ksiazek wydawanych. Stajemy sie swiadkami autorskich podrozy promujacych nowe pozycje, a takze poznajemy role ksiegarni i oficyn w reklamowaniu ksiazek, ktorych sukces czesto zalezy od funduszu promocyjnego firmy wydawniczej.

Pisarka pozwala czytelnikowi uczestniczyc w swych podrozach. Przez intensywne dwa-trzy tygodnie autorka przemieszcza sie z miasta do miasta, z ksiegarni do ksiegarni, z jednego spotkania z czytelnikami na nastepne po to, aby sprzedac swe ksiazki, aby zainteresowac czytelnikow i aby (co dla niej najwazniejsze) dzieki sukcesowi finansowemu moc pisac dalej.

Autorka czerpie wiele radosci z tych kontaktow, ale takze przezywa chwile niepewnosci. Czy widownia dopisze? Na jej spotkaniach autorskich sala nie zawsze bywa wypelniona zainteresowanymi czytelnikami. Zdarza sie jej rozmawiac tylko z dwoma czy trzema osobami. A bywa i tak, ze ludzie przychodza nie z pobudek intelektualnych, a calkiem przyziemnych i prozaicznych, jak okazja do darmowego posilku.

Przyjecia organizowane przez Suzanne dla promocji pierwszej powiesci, Selling the Lite of Heaven, przeszly juz do legendy. Stoly uginaly sie pod setkami pierogow i faworkow przygotowanych przez krewne i znajome autorki pod nadzorem jej matki. Strempek Shea stwierdza bez zenady, ze "w ciagu ostatniej dekady zajmowala sie bezwstydna autoreklama".

Ale wspolczesna ksiegarnia to nie tylko ksiazki - to tez gazety i magazyny ilustrowane, drobne upominki, a takze kartki z zyczeniami okolicznosciowymi. Pisarka wprowadza nas za kulisy pracy sklepu i pozwala poznac tajniki zamawiania, eksponowania oraz sprzedawania poszczegolnych produktow.

Czytelnik bioracy do reki Shelf Life moze takze zabawic sie w detektywa i badac slady zyciorysu autorki, ktore wykorzystywala kreujac bohaterki czterech wydanych wczesniej powiesci. Smiertelny zawal serca ojca Suzanne mozemy odnalezc na stronicach Hoopi Shoopi Donna. Autorka, jak i Donna z powiesci, spedzila dziecinstwo w domu naprzeciwko Pulaski Park, nazywanego stolica polki w Nowej Anglii; w czasie szkolnych wakacji pracowala w fabryce Tampax oraz w dziale garmazeryjnym supermarketu.

Te drobne odkrycia dodaja czaru Shelf Life, a takze silnie lacza nowa ksiazke z caloscia tworczosci autorki. Shelf Life to ksiazka madra, ktora sie swietnie czyta, zarowno zabawna, jak i wzruszajaca. Doskonala pozycja dla wszystkich rozmilowanych w literaturze. A co wazniejsze - Suzanne Strempek Shea nawet w ksiazce o nowoangielskiej ksiegarni potrafi znalezc okazje, aby wspomniec o Polsce, o polskich korzeniach rodziny i swoich.

Tak silnej wiezi z Polonia nie znajda, niestety, czytelnicy w najnowszej powiesci Leslie Pietrzyk, A Year and a Day (New York: William Morrow, 2004, 23,95 dol.). Pietrzyk zadebiutowala w 1998 r. ksiazka Pears on a Willow Tree, przedstawiajaca losy polskiej emigrantki, Rose Marchewki, oraz trzech pokolen jej corek, wnuczek i prawnuczek, w wiekszosci osiadlych w Detroit.

A Year and a Day podejmuje podobna tematyke stosunkow rodzinnych, szczegolnie pomiedzy matka i corka, ale juz bez polonijnego tla. Powiesc przedstawia rok w zyciu pietnastoletniej Alice, ktora czytelnik spotyka po raz pierwszy trzy dni po pogrzebie matki. Wtedy dziewczynka wkracza na trudna droge prowadzaca poprzez proby zglebienia przyczyn samobojstwa matki, do celu - akceptacji tego desperackiego kroku oraz pogodzenia sie z poczuciem opuszczenia i zdrady ze strony kochanej osoby. Alice mieszka z niewiele starszym bratem i ekscentryczna ciotka w malym miasteczku otoczonym lanami kukurydzy w srodkowo-zachodnim stanie Iowa. (W tym stanie Leslie Pietrzyk rowniez spedzila dziecinstwo.)

Pietrzyk wspaniale potrafi wciagnac czytelnika w losy swej bohaterki przechodzacej metamorfoze z dziecka w mloda kobiete. Poczatkowo Alice odbiera samobojstwo matki tylko ze swego punktu widzenia - jako krzywde wyrzadzona jej wlasnie. To powod wstydu dla nastolatki, ktorej sytuacja rodzinna jest tak drastycznie odmienna od "idealnych" rodzin kolezanek. To samotnosc i brak wsparcia ze strony dojrzalej kobiety wtedy, gdy Alice probuje zrozumiec wlasne potrzeby - psychiczne i fizyczne. Sytuacje pogarsza jeszcze swiadomosc, ze mimo calego swego mlodego zycia z matka wlasciwie bardzo niewiele wie o tej kobiecie; o jej mlodosci, o uczuciu laczacym ja z nieobecnym ojcem Alice. Jak zglebic tajemnice, ktore matka zabrala ze soba, nawet tak trywialne, jak przepis na sok pomaranczowy o niepowtarzalnym smaku czy tez na nadzienie do swiatecznego indyka. Dziewczynka doskonale rozumie, iz poniosla strate nie do odrobienia.

Alice wyrusza wiec na poszukiwanie zarowno matki, jak i siebie. Poniewaz brat zamknal sie w cierpieniu, a ciotka znajduje ukojenie w tworczosci plastycznej, dziewczynka usiluje odkryc prawde o matce wsrod tych, ktorzy kiedys ja znali. I tak powstaje jakby mozaikowy portret zmarlej. Przewodnikiem staje sie sama matka, gdyz Alice prawie namacalnie wyczuwa jej obecnosc, slyszy jej glos, a nawet potrafi prowadzic z nim rozmowe. W przywolaniu pamieci o matce pomagaja rowniez przedmioty niegdys przez nia uzywane. Alice szuka zapachu Annette we flakoniku z White Shoulders, dotyka warga zaglebienia utworzonego przez usta matki w czerwonej szmince. Szafa staje sie idealnym wehikulem do podrozy w czasie. Oto "czerwona bluzka, ktora nalozyla na moj urodzinowy piknik w zeszlym roku...; jedwabista czarna halka, w ktorej sypiala w upalne noce...".

Im wyrazistszy staje sie ten portret, tym bardziej srodek ciezkosci powiesci przesuwa sie z corki na matke. Alice poznaje inna Annette, zyjaca jakby na uboczu, nieprzystosowana, ktora zarowno zachowaniem, jak i ubiorem kluje w oczy konserwatywnych sasiadow. Wszystko w niej jest inne, niespotykane, nawet tragiczne. Tak jak trzymana w tajemnicy odwzajemniona milosc uczennicy i licealnego nauczyciela. Czy tez ucieczka od oglupiajacej malomiasteczkowej egzystencji, ktora konczy sie banalnie, gdy Annette powraca do rodziny samotna, w ciazy i z kilkumiesiecznym niemowleciem na reku.

Rownoczesnie Alice - normalna amerykanska nastolatka - prowadzi niekonczace sie rozmowy z przyjaciolkami, flirtuje z chlopcami, upija sie piwem, chodzi na mecze, gra glowna role w szkolnej sztuce i przechodzi inicjacje seksualna. Jednak cierpienie wyostrza jej zdolnosc postrzegania tragedii innych, nawet osob wydawaloby sie dobrze przystosowanych, ktorym nic nie brakuje. Jak matka Lindy, niespelniona w idealnym na pozor malzenstwie, obsesyjnie organizujaca najdrobniejsze detale zycia codziennego, by w koncu opuscic meza i dzieci dla romansu z innym mezczyzna. Czy "puszczalska" kolezanka Paula, wyzywajacym zachowaniem maskujaca ciazace na niej poczucie winy po naglej smierci malenkiej siostrzyczki.

Po roku Alice tworzy pewien mozliwy do zaakceptowania (lecz nie wiemy, jak zgodny z rzeczywistoscia) obraz matki i jej nieszczesliwego zycia. Do konca jednak nie aprobuje jej decyzji, choc sama rozwaza mozliwosc samobojstwa. Nadal uwaza, ze milosc, ktora ona i brat otaczali matke, powinna byla wystarczyc Annette jako cel zycia. Wtedy wlasnie dziewczynka rozumie, ze matka bedzie zawsze obecna w niej. A symbolicznym gestem wymiany baterii w niedzialajacym od roku zegarze kuchennym rozpoczyna na nowo zycie wzbogacone nowo narodzona coreczka Pauli.

Year and a Day to nielatwa ksiazka. Wymaga od czytelnika glebokiego zaangazowania emocjonalnego w tragedie ludzka; ksiazka, ktora zmusza do zglebienia motywow postepowania, a takze do zastanowienia sie nad wplywem, jakie ma na najblizszych kazda nasza decyzja; ksiazka wskazujaca na liczne zmartwienia i smutki, obok ktorych czesto przechodzimy obojetnie; ksiazka, ktora ukazuje nam ludzi pod maska bezczelnosci skrywajacych wielki bol. Wreszcie ksiazka, ktora podkresla wartosc i ciaglosc zycia.

Rodzina to rowniez temat wydanej przed dwoma laty, lecz malo znanej (moze dlatego, ze opublikowanej przez wydawnictwo uniwersyteckie) ksiazki Gary'ego Gildnera My Grandfather's Book: Generations of an American Family (Michigan State University Press, 2002). W tym fascynujacym pamietniku autor, podobnie jak Alice z A Year and a Day, usiluje odnalezc, poznac i zrozumiec niezyjacego juz dziadka Stefana Szostaka, polskiego emigranta, ktory zmarl w latach szescdziesiatych, gdy Gildner mial jedenascie lat.

Gary Gildner, nauczyciel akademicki, ma w dorobku zbiorki poezji oraz utwory proza. W obu jest laureatem prestizowych amerykanskich nagrod literackich.

W My Grandfather's Book ciekawie splata wlasne losy z zyciem dziadka. Decyzja o zmianie kariery, zerwaniu ze srodowiskiem akademickim, aby poswiecic sie pisarstwu, nowe malzenstwo, oczekiwanie na narodzenie dziecka, Fulbright na slowackim uniwersytecie, wizyta w Polsce czy wreszcie przeprowadzka do nowego domu w gory w Idaho - wprowadzaja pewien niepokoj w zyciu autora. A rownoczesnie motywuja go do poszukiwan zwiazkow z przeszloscia, wlasnie w osobie dziadka, ktorego pamieta z kilku wakacyjnych wizyt na farmie w Michigan. Pierwsze wspomnienia to wizualne impresje: dziadek klekajacy do modlitwy; dziadek prowadzacy piekna pare koni do wodopoju w strumieniu i zanurzajacy swa twarz w orzezwiajacej wodzie; dziadek w ogrodzie z ksiazka w rece.

A czytal duzo, lecz tylko jednego autora - Josepha Conrada. To pierwsza wielka tajemnica do zglebienia. Dlaczego Conrad? Czego poszukiwal Stefan Szostak w tych powiesciach o ludzkich rozterkach, o cierpieniu duszy, o ciaglej walce ze zlem? Ktora ksiazke czytal w sadzie, gdy dosiegla go smierc, i ktora jego kochajaca zona niepostrzezenie wsunela mu do trumny na cala wiecznosc?

Jak Alice z powiesci Pietrzyk, Gary Gildner stawia sobie za cel poznanie drugiego czlowieka, po ktorego istnieniu pozostaly tylko nikle slady. Autor zabiera sie do pracy z systematycznoscia naukowca, poczynajac od odnowienie kontaktu z zyjacymi czlonkami rodziny, poprzez wyprawe do Ostrowa w poludniowo-wschodniej Polsce, gdzie urodzil sie dziadek, oraz kontakt z parafiami, gdzie odnotowywano sluby, chrzty i pogrzeby rodziny. Lecz rezultaty tych poszukiwan rozczarowuja. Najwieksza przeszkoda staje sie delikatny i czesto zawodny instrument - ludzka pamiec. Wiele faktow rodzinnych okazuje sie legenda. Trudno rozpoznac, ktora wersja danego wydarzenia jest najblizsza prawdy. Czasami udaje sie Gildnerowi rozwiklac splatane watki opowiesci rodzinnych, tak jak historie wujka jezuity, ktory w archiwach seminarium w Orchard Lake, Michigan figurowal jako kucharz, a nie duchowny. Lecz takie jednoznaczne rozwiazania sa bardzo rzadkie. Czesciej pozostaje autorowi decyzja, ktora wersje prawdy zaakceptowac.

Nie wszyscy czlonkowie rodziny Gildnera popieraja jego pasje, a szczegolnie matka radzi pozostawienie zbiorowej pamieci w nieuchwytnym stanie ciaglej plynnosci. A i autor powoli dochodzi do wniosku, ze gromadzenie faktow nie bedzie magicznym kluczem do zrozumienia dziadka.

My Grandfather's Book to ksiazka piekna, poetycka. Wspaniale oddajaca nastroje ludzi i atmosfere miejsc, jak majestatyczne Clearwater Mountains w Idaho czy smetny postkomunistyczny krajobraz slowackich miast. A co rownie istotne, Gildner zabiera swych czytelnikow w podroz do sedna prawdy, prawdy o nas samych i naszych przodkach. Kaze nam zastanowic sie, co i dlaczego zapamietujemy oraz jak tworzymy legendy rodzinne. I ostatecznie - co pozostawimy po sobie?

Jako spolecznosc polonijna mamy powody do zadowolenia. Ciekawe ksiazki autorow pochodzacych z naszej grupy etnicznej coraz czesciej pojawiaja sie na amerykanskim rynku wydawniczym. A literatura umozliwia nie tylko zrozumienie samych siebie. Pozwala takze zaistniec w oczach szerszego kregu odbiorcow. Powoli przestajemy byc niewidoczna mniejszoscia.

© Copyright Przeglad Polski (The Polish Daily News).
Print
«Return